W sprawach alimentacyjnych spór bardzo często nie dotyczy już samej zasady ponoszenia kosztów utrzymania dziecka, lecz tego, które wydatki rzeczywiście mieszczą się w kategorii usprawiedliwionych potrzeb małoletniego, a które sąd uzna za zbyt daleko idące, przedwczesne, niewykazane albo po prostu niezwiązane bezpośrednio z potrzebami dziecka. To właśnie na tym etapie pojawia się najwięcej rozczarowań: rodzic dochodzący alimentów przedstawia szeroką listę kosztów, a sąd tylko część z nich uznaje za relewantne przy ustalaniu wysokości świadczenia.
Punktem wyjścia pozostaje art. 135 § 1 k.r.o., zgodnie z którym zakres świadczeń alimentacyjnych zależy od usprawiedliwionych potrzeb uprawnionego oraz od zarobkowych i majątkowych możliwości zobowiązanego. Już z samego brzmienia przepisu wynika, że nie chodzi o wszystkie wydatki ponoszone w związku z dzieckiem, lecz tylko o takie, które można uznać za obiektywnie uzasadnione. W komentarzu do art. 135 k.r.o. trafnie podkreślono, że ustawodawca mówi właśnie o potrzebach „usprawiedliwionych”, a nie o każdym oczekiwaniu czy każdej preferencji opiekuna dziecka.¹
W praktyce oznacza to, że sąd nie tylko analizuje rachunki i zestawienia kosztów, ale też bada ich sens, proporcję i związek z rzeczywistymi potrzebami konkretnego dziecka. Znaczenie ma jego wiek, stan zdrowia, etap edukacji, środowisko, dotychczasowy poziom życia, a także sytuacja finansowa rodziców. Jak zauważył Sąd Najwyższy, pojęcia usprawiedliwionych potrzeb nie można odrywać od możliwości majątkowych i zarobkowych zobowiązanego, bo obie te przesłanki pozostają ze sobą w ścisłym związku.²